środa, 9 marca 2011

Armata, która nie wystrzeliła

Czy rzeczywiście Arsenal miał szansę we wczorajszym meczu awansować, gdyby nie usunięcie z boiska Holendra?


Katalońskie media na jakiś czas znalazły sobie nową ofiarę do drwin. Jest nią trener Arsenalu Arsen Wenger, który stał się obiektem żartów i kpin Katalończyków. Dzisiejsze El Mundo Deportivo drukuje satyryczny rysunek, na którym Francuz trzyma w ręku książkę z podobizną Jose Mourinho, która nosi tytuł „Dowiedz się, jak złożyć skargę z Mou”. Podobizna Wengera czyta „Winę za nie oddanie ani jednego strzału na bramkę ponosi …. sędzia, sędzia, sędzia”.

Trener Arsenalu dodał oliwy do ognia, gdy schodząc do szatni po meczu zaczepił Guardiolę „Wenger powiedział mi bym pogratulował sędziemu. Oczywiście ma prawo do tego by ponarzekać, rozumiem go, ale patrząc obiektywnie... jego zawodnicy nie potrafili wymienić między sobą trzech podań z rzędu”. Guardiola znany jest ze swojego spokoju, więc widać, jak zachowanie Wengera wytrąciło z równowagi Katalończyka, sam Jose Mourinho czegoś takiego nie dokonał.

Wielką złość Francuza wywołała druga żółta kartka dla Robina Van Persie, który w konsekwencji obejrzał czerwoną kartkę. Sytuacja ta miała miejsce jeszcze przy stanie 1:1, gdyby wynik zakończył się tym wynikiem, to właśnie Kanonierzy mogliby cieszyć się ze zwycięstwa. - Jestem przekonany, że w drugiej połowie, przy wyniku 1:1, gdybyśmy grali jedenastu na jedenastu, awansowalibyśmy dalej. - mówił zły Wenger. Jak podają media Europejska Unia Piłkarska zainteresowała się sprawą zachowania Francuza wobec sędziego wczorajszego spotkania.

Dyskusje na temat czerwonej kartki dla Holendra przetoczyły się przez cały świat. Mimo że każdy wie, że za zagranie po gwizdku sędziego zawodnik ma prawo dostać żółtą kartkę, to wielu sędziów nie skorzystałoby z tego prawa, zwłaszcza, gdy na trybunach zasiada 98 tysięcy ludzi, których krzyki i gwizdy zagłuszają to, co dzieje się na boisku. Van Persie zaklina się, że gwizdka nie słyszał, a strzał oddał sekundę po gwizdku, nie zaś po kilku, co oznacza, że nie było to zamierzone. Czerwona kartka, to nie jedyny błąd, który popełnił we wczorajszym meczu sędzia Bussaca, w pierwszej połowie nie podyktował ewidentnego karnego dla Barcelony po faulu na Messim, nawet hiszpański As, który słynie z tego, że wytyka sędziom każdy błąd, który popełnili na korzyść Barcy, na łamach swojej gazety pisze o tym, że karny był oczywisty.

Czy rzeczywiście Arsenal miał szansę we wczorajszym meczu awansować, gdyby nie usunięcie z boiska Holendra?

Zawodnicy Arsena Wengera postawili na swojej połowie autobus, podobny do tego, który na Camp Nou przyjechał rok temu, gdy w stolicy Katalonii gościli zawodnicy Interu Mediolan.
  • Arsenal naprawdę nie chciał grać w piłkę. - powiedział po meczu zdobywca drugiego gola dla gospodarzy, Xavi Hernandez i dodał - To sprawiedliwy wynik. Byliśmy lepszą drużyną w obu meczach. Sprawiedliwość w piłce istnieje. Arsenal wyraźnie nastawił się na obronę, nie oddał nawet jednego strzału na bramkę. Spodziewałem się po nich czegoś więcej.
Czegoś więcej spodziewali się chyba wszyscy, przecież Arsenal uznawany jest za „drugą Barcę.”

Jednym z bohaterów Barcelony okazał się Javier Mascherano, to właśnie on wyratował Barcę w sytuacji, gdy w ostatnich minutach Nicolas Bentner miał okazję, żeby pokonać Valdesa.
  • Barca zawsze wygrywa dzięki pomocy sędziów – ironizował po meczu Argentyńczyk. Dodał też, że trener Arsenalu zdaje sobie przecież sprawę, że ciężo awansować, jeśli zespół nie oddaje ani jednego strzału na bramkę. Były zawodnik Liverpoolu był wczoraj jedną z jaśniejszych postaci w zespole z Camp Nou, zastępował on Sergio Busquetsa, który we wtorkowy wieczór grał na pozycji środkowego obrońcy, spisując się nieźle, mimo strzelenia samobójczego gola.

Pochopne są wnioski o kryzysie Barcelony, to prawda, że zespół nie gra na swoim normalnym poziomie, jednak o inaczej mówiłoby się, gdyby zawodnicy Barcy wykorzystali chociaż połowę z sytuacji, które zmarnowali. We wczorajszym meczu podopieczni Guardioli wchodzili w obronę Kanonierów, jak w masło, gdyby nie rozregulowany celownik piłkarzy wynik byłby 6:1, nikt wtedy nie myślałby o „słabej Barcelonie” i „niesprawiedliwym wyniku”. Wszyscy zachwycaliby się geniuszem Katalończyków. Pep Guardiola buduje formę na kwiecień, gdy jego zespół zmierzy się z Realem Madryt, a także zagra w ¼ Ligi Mistrzów. ciężko, żeby zawodnicy Barcy grali cały rok na najwyższym poziomie. Wszystko najlepsze jeszcze przed Barcą?

Wszystkim zwolennikom teorii spiskowych, chcących walczyć z „układem, który zawsze pomaga Barcelonie” przypomnę, że rok temu, Barcelona powinna awansować po rywalizacji z Interem, jednak sędzia nie uznał prawidłowo zdobytego gola przez Barcę pod koniec drugiego meczu. Już słyszę głosy tych, którzy wspomną mecz Chelsea. To pokazuje, że sędziowie mylą się w dwie strony, na korzyść i niekorzyść Barcy, takie jest piłkarskie życie. I choć to wkurza, to póki co temu nie zaradzimy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz